poniedziałek, 7 grudnia 2009

dylemat

u zbiegu ulic rozbrat i dobrej
zagubiłem przeszłość myląc dalszą drogę
dobrze że poboczem przejechać się dało
nie każdy ubytek załatasz pieniądzem
spójrz tylko na dziury w asfaltowej jezdni
tu wybój tam wyrwa z sercem jest podobnie

pusta ramka zdjęcia krzyczy na budynku
blizna znaczy kreską posiepane ściegi
wczoraj tak odległe bez perspektyw jutro
amnezja zaciera monografię przeżyć
tożsamość umarła a wraz z nią świadomość

stoję na rozdrożu nie patrzę za siebie
pustka za plecami tłum gapiów koło mnie
co się pan tak gapisz no ruszaj człowieku
podążać przed siebie czy skrótem na lewo
wybrać muszę jedno zjeżdżam nieco z drogi

w ostatniej sekundzie odzyskuję pion
jednak prę do przodu chociaż nawet nie wiem
czy jestem wierzący czy otworzą bramy
chwała zwyciężonym słychać głos w fanfarach
biada wszystkim ludziom bez jasnej przeszłości
niech dzielą głos grzesznych niech zostaną w mroku

i z tego wszystkiego strącony na ziemię
pamięć płata figle już kiedyś tak było
stoję znów na przeciw znanych mi rozstajów
dobra nieprzejezdna rozbrat w przebudowie
czasem lepiej wysiąść i pójść na piechotę

poczuć pod stopami siłę przyciągania
serce dużo lżejsze i zdrowsze myślenie
i choć dużo prościej tę właściwą zgubić
warto czasem ego nieco zmieszać z błotem
upaść i się podnieść być dobrym człowiekiem

.
.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz