jęczą w zmysłach płatki ugniatanego śniegu
lodowa martwica rozlewa się po twarzy
pomału puls słabnie zamiera w tętnicach
ale nadal jestem chociaż umieranie
każdego dotyka od czasu narodzin
wśród łysych gałęzi strojne tupeciki
udają że własne jednak ich wiosenność
wyraźnie odstaje od szarej pierzyny
świata nie tak dawno chłodem uśpionego
gdzieniegdzie gęstnieją gniazdami korony
porzuconych domostw skrzydlatych nomadów
zima wymościła dna koszyczków śniegiem
aby srogą nocą zbytnio nie przemarzły
i choć ostra zima ziemię ogołaca
ściska mrozem nosy mocno szczypie w uszy
nie wyrządzi krzywdy zimnym tak jak ona
sercem tacy sami tylko bardziej głusi
(na ludzkie wołanie)
nie wykole oka kruk swojemu bratu
obaj tacy sami ptactwo czarnopióre
dzioby doskonale porcjują padlinę
starczy dla każdego a po wszystkim w górę
poniesie ich hymn
pieśń krwawych zwycięzców
kra-kra-kra
krach
spadają oknami topielcy
białe płatki śniegu
przepadają w zaspach
szczegóły historii
.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz