wtorek, 8 grudnia 2009

sztuka kopania

uczyli mnie kopać raptem kilka trików
klubowa kariera raz ławka raz gra
niestała pozycja obrońca libero
cofnięty pomocnik to co trener chciał

/za wiele nie mogłem od siebie powiedzieć
strategia - brzmiało z sensem i tak już zostało/

kopałem wrzucałem aż na pewnym meczu
pasję grania w piłkę nadgryzło zdarzenie
broniąc prawej strony wślizgiem ściąłem trawę
sunąc po murawie nie trafiłem w nogi
a tym bardziej w piłkę której nie widziałem

gwiżdże w ucho sędzia krzyczą wściekli z ławek
arbiter ocenia komu ma pójść w pięty
rozerwane korkiem pół łydki i zaczep
nie mogę się podnieść w górze topór kata

czerwona a na nadkwasotę
rzut wolny
za karę

jedenaście metrów zakrwawiona piłka
i ten co przed chwilą sędziego omamił
stracone nadzieje krew buzuje w żyłach
i złośliwe myśli - kogo by tu zabić

tak to kiedyś było w półtrampkach i korkach
życie nie boisko każdy o tym wie
tutaj się na kopach znosi leżącego
a faule i wślizgi uwierzcie mi że

zanim przeczytacie do końca ten wiersz
niejeden uczciwy koledze zasadzi
albo dół wykopie - nie chcecie to nie
sporo piłek z fałsza w niebo już  posłałem

/piłkarz nawet marny coś tam wie o kopach/
taki tam od serca autorski przypisek

uważaj bo i ciebie na kopach chcą znieść


.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz