
opada rtęć kapilarem
już prawie przy końcu
igłą wyczuwa sferyczne dno
minus dwadzieścia
nawet dwadzieścia parę
i choć słońce mocno świeci
oblizując ze smakiem
soplowe jęzory
arktyczne powietrze
z pasją drapieżnika
kąsa bezlitośnie
zaczerwienione twarze
opatulonych przechodniów
będzie jeszcze więcej
idzie sroga noc
dziwne określenie jak na ostry spadek
minusami ścięło prawie każdą z dróg
przyszła - nikt nie wierzył
teraz pod butami skwierczy
i znów jak przed rokiem
w niewłaściwym czasie
popękają specom
ciepłownicze rury
już ponad dwadzieścia i kolejne pięć
zagłuszają spokój szczekające zęby
bez opamiętania
trzaska w pyski mróz
trzeszczy tempo w kościach
skawalony szpik
i głuchną arterie
a świt chociaż miał przyjść
przepadł beznadziejnie w zaspach
przywalony śniegiem
siarczyście mroźna noc
i kolejny dzień
skrzypi nieciepliwie
na chodnikach
przestępując z nogi na nogę
przeklinając pod nosem
złośliwą natury
.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz