wtorek, 5 stycznia 2010

wiaro(u)łomny

minuta za minutą po szybach ospale
ślimaczy się wieczność postrzępiona wiatrem
jesion wbija w niebo żylaste ramiona
błaga Boga Ojca by na niego spojrzał

pień już dawno umarł rdza z dziupli wycieka
krople złotej rosy strupieją na ranach
białym puchem zima gałęzie okłada
jakby się lękała że grom z tronu spuści

a Władza milczała z każdą chwilą bardziej
aż wiatr przestał szumieć by Pana nie drażnić
ślimaczą po szybach kolejne minuty
na wszelki wypadek wieczność lodem skuło

a gdy mimochodem Ojciec przemknął wzrokiem
dostrzegł tylko konar spróchniałego drzewa
przeminęło z czasem za późno by wskrzesić
westchnął tylko cicho i w błękitach przepadł

i tak biała rozpacz połyka olbrzymy
przykrywa zgniliznę śnieżnobiałym puchem
coraz trudniej wierzyć kiedy nas nie słyszy
zamiast odpowiedzi dźwięczy w pustce echo


.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz