wtorek, 2 lutego 2010

wilkowyje

wyrwij twarzy usta wypal ogniem oczy
ocal moją duszę nim będzie za późno
przyrzeknij najdroższa że tak właśnie zrobisz
nie żałuj wariata jestem żywym trupem

kiedy czasem siedzisz zbyt blisko koło mnie
serce się wyrywa ręce lgną do twoich
zlizuję zmysłami twój zapach ze skóry
pragnę poczuć więcej co chowasz pod spodem

miesiąc srebrzy w pełni krew buzuje w żyłach
słychać gdzieś w oddali wilkołacze żale
choć do mnie już dobrze tamto puść w niepamięć
drażni gąszcz szczeciny wyrosły na karku

i wilczy apetyt kły tęsknią za jadłem
no dalej nie zwlekaj przybliż się kochanie
wargi wyczuwają życie w kanalikach
daj zapomnieć zębom o tym że są głodne

spadaj obłudniku jak chcesz naleśnika
trzeba było prościej nie jestem ze stali
i przygryź już język bo w cymbał dostaniesz
i na tym zakończysz miłosne podboje

owszem lubię wilki nawet wilkołaki
ale przy kolacji przy rodzinnym stole
trzymaj pysk w talerzu i nie gadaj głupot
to może coś więcej dziś dla ciebie zrobię


.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz